03.12.2011 Wały Śląskie- Mini Nocna Masakra

Przygotowania do sezonu 2012 idą pełną parą, listopad uczciwie przepracowany, ale nie samym planem treningowym człowiek żyje, tak więc nie można było nie pojechać na jedną z dwóch najsympatyczniejszych imprez w sezonie :). W tym roku Mini Nocna Masakra rozgrywana była w Wałach Śląskich nieopodal Brzegu Dolnego. Z Wrocławia wyrusza standardowa ekipa, czyli ja i Piotrek. Cieszymy się, że trasa dłuższa niż rok temu po Ślęży. Ma być około 14km....o ile się nie pobłądzi ;) bo nie dość że ciężki teren, lasy, to jeszcze po ciemku, a konstruktorzy tras z Artemisu potrafią wykazać się fantazją.


Przyjechaliśmy z zapasem czasu, więc spokojnie można się zapisać, przebrać itp. Przy okazji wykrakałem, że będzie padać, za co przepraszam wszystkich uczestników :). W biurze zawodów pojawiało się coraz więcej osób, m.in. Robert i Dominik, który tym razem robił za fotografa. 17:50 rozdanie map, odprawa i już pozostało odliczanie do startu....w kropelkach drobnego deszczyku, który później towarzyszył przez całą trasę, ale w sumie nie przeszkadzał za bardzo...no może Piotrkowi bardziej, bo wycieraczek w okularach nie zamontował ;). No i 18- start punkty kontrolne na mapie raczej układały się w pętelkę, więc zostało tylko podjąć decyzję CW czy CCW, ustaliliśmy że pobiegniemy od punktu numer 1 a zakończymy na 12.

Punkt nr 1 to Grodzisko- był jeszcze we wiosce, choć tu było lekkie zawahanie z której strony obejść domek za którym się znajdował , ale może z 5sekund straciliśmy i szybko ruszyliśmy w kierunku punktu nr 2 dość łatwo znalezionego na skraju lasu. Początkowe punkty były dość łatwe do znalezienia, oby tak dalej. Biegliśmy raczej spokojnie- wiedzieliśmy że ekipa jest mocna, a jednak to nie nasza dyscyplina, dodatkowo rano jeszcze zrobiliśmy prawie 3h treningu, tak więc trzymaliśmy się z tętnem poniżej 165. Z Trzecim punktem już było ciężej, tzn. nie byliśmy pewni czy dobrze skręciliśmy z asfaltu, szczególnie że minęliśmy kogoś kto zawracał, ale dosłownie po 300m odnaleźliśmy punkt kontrolny. Do punktu 4 już trzeba było trochę dalej pobiec, po drodze mijamy dość sporą grupę zawodników startujących na trasie rowerowej. Mniej więcej tutaj straciliśmy kontakt wzrokowy z innymi uczestnikami trasy pieszej, w sumie mi to odpowiadało- jest większa zabawa jak samemu trzeba orientować i nie sugeruje się wyborem trasy przez inne osoby. Powoli sieć dróg leśnych zaczęła się zagęszczać i trzeba było uważać gdzie się skręca. Za punktem nr 5 ktoś nas doścignął. Wbiegliśmy też na nowobudowaną drogę...ba prawie autostradę :), plus taki, że się fajnie biegło, minus że nie zawsze droga ta się pokrywała z tymi na mapie. Punkt 6 (ruina chaty czarownicy, z której zostały dwa stopnie) jeszcze odnaleźliśmy bez problemu, choć był to pierwszy punkt, który nie leżał bezpośrednio przy ścieżce- trzeba było go znaleźć już przedzierając się przez las. Biegnąc do punktu nr 7 nadłożyliśmy trochę drogi- ot nowa droga, której nie było, no trudno, może +400mterów dramatu nie ma. W nagrodę Dominik strzelił nam kilka fotek. Teraz kilkaset metrów po gładziutkim szuterku. Powoli zaczynają się pojawiać osoby, które wybrały drugi wariant trasy, tj. zaczynając od punktu nr 12, a kończąc na 1. Czyli jest dobrze, bo mamy już 8km, więc jesteśmy jakiś kilometr za półmetkiem- mamy nadzieję, że z biegnących w odwrotnym kierunku nie wyprzedzi nas nikt. Choć jednak słuszna większość biegła jak my. Do punktu 8 i potem do 9 były dłuższe dystanse do przebiegnięcia, ale już czuć było końcówkę, więc można było z siebie więcej dawać. Nawigacyjnie też jakoś bardzo trudno tu nie było, bo drogi w większości dobrej jakości i pokrywające się z mapą, tak więc punkty 10 i 11 odnaleźliśmy bez problemu. Schody zaczęły się przy ostatnim 12 punkcie., czyli "słup wysokiego napięcia". Pierwszy błąd, to było chyba za szybkie odbicie z głównej drogi, drugi błąd i poważniejszy był taki, że nie zauważyliśmy, że na mapie są dwie równolegle prowadzone linie energetyczne- jedna średniego, a druga wysokiego napięcia...cóż wychodzi brak doświadczenia w orienteeringu. Skutek był taki, że obskoczyliśmy dwa słupy na linii średniego napięcia, w międzyczasie spotykając dwóch zawodników, którzy mieli podobny problem. W końcu udało się dojść do wniosku, że jest druga linia i znów przebijanie się przez gęsty tutaj niestety las. Ładne 3-4 minuty tu straciliśmy. Później już wystarczyło tylko zbiec do asfaltu i do bazy rajdu. Jednak końcówka i powoli narastające zmęczenie zrobiło swoje i wybraliśmy chyba najbardziej nonszalancką trasę jaką mogliśmy wymyślić ;) Dobre 300metrów znów nadrobione. Skończyło się na nawigowaniu na światła bazy i przebiegu na skuśkę przez jakieś pola, na szczęście jeszcze bez płotu :). Pod koniec Piotrek miał problemy z kostką, więc kazał mi biec szybciej, bo deptał nam po piętach jeden zawodnik. Oczywiście jeszcze pod sam koniec bym się zgubił, ale nakierował mnie znak kierujący do parkingu :P. Na koniec oczywiście sprincik na tętnie bliskim 190, bo czułem że cukierki na mecie już są blisko ;). Kilkanaście sekund po mnie na metę wpadł Piotrek.

Po wpadnięciu do biura zawodów okazało się, że jest w miarę, tzn. nie ma bardzo dużo osób, może z 10-12 już ukończyło. Oficjalne wyniki ukażą się niebawem, ale powinno być w dobrze. Czas mieliśmy około 1:43, co dało 18 miejsce, bez rewelacji, ale to nie był bieg na wynik, więc i bez tragedii :). Pozostało się przebrać i pochłonąć kiełbachy z ogniska :) Przy herbatce pogadaliśmy jeszcze trochę obserwując przybywających zawodników, powoli zaczęli się zjeżdżać ludzie z trasy rowerowej, wśród nich też trochę znajomych- Kuba i Paweł, oraz Gregory, którego ledwo co poznałem- cóż wiadomo, że zarost ostatnio w modzie :)

Słowo podsumowania. Jak zwykle na imprezach Artemisu świetna atmosfera, masa zabawy, dużo znajomych i w ogóle wszystko naj naj naj. Aż nie można się doczekać Fraszki 2012 :). No i są kolejne doświadczenia...o człowiek się nauczył nowych rzeczy np. czym się różni linia średniego od wysokiego napięcia ;) Fajnie, że dystans trochę większy niż na ostatniej MNM, bo i zabawa trwa dłużej. Poniżej mapa z endemondo oraz mapy tras 1:50tyś i 1:15tyś.



Copyright © Michał Antosz Free PageRank Display