Bardo- Wałbrzych- 100km

Trasa dość wymagająca...hmm...bardzo wymagająca i to zarówno wytrzymałościowo, siłowo jak i technicznie :). Aczkolwiek ciekawa i różnorodna, są chyba wszystkie możliwe nawierzchnie poczynając od asfaltu (ograniczonego do minimum) poprzez szutry, błota aż po korzenie i kamienie.

Zaczynamy w Bardzie na PKP- malowniczo położone miasteczko nad Nysą Kłodzką. Przejeżdżamy w poprzek głównej drogi i jadąc po kamiennym moście z XV w. kierujemy się w stronę barokowej bazyliki. Zaczynamy rozglądać się za niebieskim szlakiem pieszym, który wkrótce odbija w lewo i zaczyna się pierwszy podjazd obok kapliczki. Trzymamy się cały czas niebieskiego szlaku pieszego, który pnie się do góry poprzez Przełęcz Mikołajewską aż pod szczyt Wilczaka. Następnie zaczyna się zjazd, który jest dość ostry...tzn. ścianka, ale zjechać się da, byle mieć dobre hamulce i brzuch na siodełku :)

Gdy już zjedziemy do Przełęczy Wilczej lokalizujemy żółty szlak rowerowy w kierunku Srebrnej Góry i fortu Don Jon. Na asfalt wyjeżdżamy ponad Srebrną Górą, więc zjeżdżamy w kierunku miasteczka i po kilkuset metrach odbijamy w lewo do fortu. Wspinamy się kilkoma serpentynami w górę po stromym asfaltowym podjeździe. Przed samą bramą do fortu odbijamy w lewo (pod barierką ;) ) na czerwony szlak pieszy, który teraz będzie nam towarzyszył aż do Wielkiej Sowy. Przejechane do tej pory jest około 20km.

Początkowo jedziemy okrążając fort dość wąską ścieżką. No i znów zaczynają się podjazdy. Trzymamy się ciągle czerwonego szlaku pieszego, dość wymagającego, ale przejezdnego. Oczywiście podjazdy, ale w dość dobrej kondycji, choć to zależy od ilości opadów w ostatnim czasie. Towarzyszy nam też niebieski szlak pieszy i niebieski rowerowy, ale po chwili odbijają, a my jedziemy czerwonym, który prowadzi przez kolejne szczyty i przełęcze m.in. Przełęcz Wolborską. Za nią zaczyna się najtrudniejszy podjazd a dokładniej pierwsza połowa podjazdu z Wignackiej Polany na Popielak, czyli jakieś 65m w pionie na 250m, co daje nam jakieś 25% podjazdu. Powiem tak- jak jechałem kiedyś w drugą stronę, to hamulce nie pomagały- tzn. jak się lekko puściło hamulec to od razu nabierało się sporej prędkości, a jak lekko mocniej docisnęło to nawet przednie koło potrafiło tracić przyczepność :). W każdym razie ten podjazd to był jedyny fragment z wpychaniem roweru na trasie.

No i dalej czerwonym szlakiem przejeżdżamy koło wieży widokowej na Kalenicy, a następnie zjeżdżamy do Przełęczy Jugowskiej. Teraz zaczynamy powoli podjazd na Wielką Sowę- najwyższy szczyt tej trasy. Podjazd dość upierdliwy, bo po luźnych kamieniach. Czasem da się je ominąć jadąc trochę z boku po trawie lub korzeniach- co kto woli ;) Na Wielkiej Sowie jesteśmy po około 41km.

Teraz czeka nas zjazd do Walimia. Wybieramy żółty szlak. Początkowo (póki nie zgubimy niebieskiego szlaku) uważamy, bo może nim iść trochę ludzi. Łatwy szlak zamienia się oczywiście w techniczną ściankę po kamieniach i korzeniach, ale taki już urok tej trasy. Ostatnie kilkaset metrów to szybki asfaltowy odcinek, którym docieramy do centrum Walimia, gdzie możemy uzupełnić zapasy wody.

W Walimiu staramy się odnaleźć niebieski szlak, tzn. taki jest plan, nam się nie udało, z racji na kiepskie oznaczenia. W każdym razie ważne jest aby dojechać do Rozdroża Pod ekhm Moszną ;)- albo niebieskim szlakiem, albo twardym, asfaltowym podjazdem do Grządek, a potem czerwonym szlakiem.

W tym miejscu dojeżdżamy do zielonego szlaku rowerowego Głuszyckiej Strefy MTB i nim ruszamy na północ. Szlak zielony- tzw. Tour de Głuszyca w całości ma 54km i okrąża Głuszycę. My pokonamy jego północną część- aż do schroniska Andrzejówka. Najpierw czeka nas króciutki podjazd, ale potem ciekawe zjazdy wąwozami- uwaga na gałęzie- raz tam straciłem hak przerzutki. Zjeżdżamy na obrzeża Głuszycy, przejeżdżamy przez asfalt i znów pniemy się do góry lekkim przyjemnym (jak na tą trasę ;) ) podjazdem. Chwilkę jedziemy drogą nr 380, ale musimy uważać, bo po kilkuset metrach jest skręt w prawo w las prawie o 180*. Od razu zaczyna się stromy i trudny (jak zwykle :) ) podjazd, który potem zawija się po zboczu góry trzema serpentynami. Ścianka przechodzi w łagodniejszy, ale dość upierdliwy podjazd- wydaje się że jest prawie płasko, a jednak ciągle zyskujemy wysokość. Trzeba tez trochę uważać, bo szlak poprowadzono trawersem po dość pochyłym zboczu, tak więc lepiej się nie wywracać w lewo ;). Jak już swoje podjedziemy, to trzeba zjechać ciągle trzymając się zielonego szlaku Strefy MTB. Przecinamy asfalt i zaczyna się podjazd pod ruiny zamku Rogowiec. Podjazd dość ciężki, szczególnie że mamy przejechane już około 70km. Szlak biegnie w pewnej odległości od ruin zamku, więc trzeba trochę z niego zboczyć, ale są odpowiednie oznaczenia. Warto, bo widok jest bardzo fajny. Teraz tylko mały podjeździk i już czeka nas zjazd do Andrzejówki.

Przy Andrzejówce opuszczamy zielony szlak Strefy MTB i wybieramy zielony pieszy w kierunku Sokołowska. Jeżeli komuś brakowało szybkich szutrowych zjazdów, to teraz ma szansę się wykazać, tylko w weekendy trzeba uważać na pieszych. W Sokołowsku zielony szlak skręca w prawo i polnymi drogami z ładnymi widokami docieramy do asfaltowej drogi na której skręcamy w prawo na Wałbrzych. Czeka nas teraz długi i przyjemny zjazd cały czas prosto, aż do dworca PKP Wałbrzych Miasto. Alternatywą dla asfaltowego zjazdu jest niebieski szlak pieszy, ale niestety brakło czasu na jego przetestowanie, bo śpieszyłem się na pociąg.

Ogólnie rzecz ujmując ta cała trasa jest jakaś dziwna- po przejechaniu ma się odczucie że były same podjazdy :). Jak się już trafi jakiś zjazd to nie daje możliwości odpoczęcia, bo jest technicznie trudny, więc trzeba być super skoncentrowanym i trzymać mocno kierownicę :) Na pewno nie polecam trasy początkującym. Podjazdy nie są łatwe, tzn. dużo kamieni i korzeni, więc nawet sama siła nie wystarczy, trzeba jeszcze mieć dobrą technikę i umieć dobrze balansować ciałem. Nie są to podjazdy "maratonowe" gdzie się jedzie 10km po wygodnym szutrze. Tutaj tylko kamienie, korzenie, przełożenie 1:1-3 i walka ;). Jednak jeżeli ktoś dobrze jeździ po górach doceni taką trasę i chętnie ja przejedzie nie raz w życiu, bo jest wymagająca, ale przy tym możliwa do przejechania praktycznie w całości. Dużą zaletą jest też to, że poruszamy się praktycznie kilkoma szlakami, więc nie trzeba tracić czasu na szukanie po mapie i błądzenie- można cały czas jechać :)

Poniżej profil trasy. Zaznaczam, że ostatnia górka jest to poprawka podjazdu, bo trzeba było przekroczyć magiczną granicę 3000m pokonanych w pionie ;)...takie małe zboczenie ;)

Dystans: około 100km.


Copyright © Michał Antosz Free PageRank Display